piątek, 4 grudnia 2015

Okaleczyłam swojego psa. [10 tygodni później]

Kiedyś na spacerze spotkałam pewną panią z suczką w typie jamnika. Dowiedziałam się, że jest ona adoptowana, nie pamiętam jednak już, czy jest z fundacja czy ze schroniska. Właścicielka suni w pewnym momencie rozmowy zaczęła żalić mi się, co też oni jej suni zrobili. A co zrobili? Wysterylizowali! Zaczęły sypać się argumenty mające utwierdzić mnie w przekonaniu, że uczynili psu wielką krzywdę. Pani właścicielka oświadczyła, że jej suka z pewnością jest przez to nieszczęśliwa. Przecież suka to powinna rodzić szczeniaki, bo jak ich nie ma, to nie czuje się spełniona. Pytała, jak to można tak pozbawić sukę tych narządów. Mówiła, że to jest takie okropne, i że szkoda jest jej swojego psa. Przekonywała, że jej sunia jest taka biedna i smutna ze względu na to, co jej zrobili. I że nad tak okaleczonym psem trzeba się użalać i mu to wynagradzać. Dodam, że skutki "wynagradzania" w chwili obecnej objawiają się zwisającymi boczkami u suni.

Któż nie słyszał podobnych słów padających z ust innego właściciela psa - przeciwnika sterylizacji? Któż nie słyszał o tym, że po sterylce suki tyją, stają się leniwe i nieszczęśliwe? I wreszcie - któż nie słyszał o panującym powszechnie przekonaniu, że suka przynajmniej raz w życiu powinna mieć szczeniaki? Sterylizacja, choć tak często wykonywana, to nadal dość kontrowersyjny temat. Dużo się o niej dyskutuje w środowisku psiarzy i niestety bardzo często jest ona ukazywana w złym świetle, pomimo wielu niezaprzeczalnych zalet. Obozy jej zwolenników i przeciwników zaciekle walczą, przy każdej okazji próbując dowieść słuszności swojego stanowiska w tym temacie. Z moich obserwacji wynika, że raczej nie zanosi się w najbliższym czasie na dojście do porozumienia. A może się mylę?


Oczywiście mnie również nie mogła ominąć przyjemność poznania wielu skrajnie odmiennych opinii w kwestii sterylizacji. A adoptując szczenię musiałam się tym tematem zainteresować. Nie będę tutaj przytaczać wszystkich argumentów "za" i "przeciw", bo myślę, że większości z Was są one znane, a o kilku z nich wspomniałam powyżej. Dlaczego więc mimo wszystko zdecydowałam się wysterylizować swojego czworonoga (pomijając fakt, że zobowiązałam się do tego pisemnie na umowie adopcyjnej)? Po prostu argumenty "za" bardziej mnie przekonują.

Wszystko ma swoje wady i zalety. Trzeba obiektywnie popatrzeć na zestawienie tych cech i je ze sobą porównać. Ja to zrobiłam w przypadku prawdopodobnych skutków sterylizacji i ostatecznie uznałam, że warto. Zawsze istnieje ryzyko jakichś komplikacji w czasie operacji, trzeba liczyć się z tym, że coś może pójść nie tak. Uprawiając z psem jakikolwiek sport także ryzykujemy. Kontuzją, mniej lub bardziej poważną, ale jednak. Czy to znaczy, że mamy z tego sportu zrezygnować? Nie, ponieważ świadomy i odpowiedzialny właściciel zadba o bezpieczeństwo swojego psa i postara się owe ryzyko zredukować do minimum.

Ja zdecydowałam - choć i tak nie miałam innego wyjścia - i...


*   *   *

Po tym nieco przydługim wstępie przejdę do właściwego tematu tego wpisu, czyli odpowiedzi na pytania: czy i co się zmieniło w Azrze po sterylizacji? Czy rzeczywiście jest leżącą na kanapie, tłustą kluską, obrażoną na cały świat z wiadomego powodu?

Otóż nie. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jest takim samym psem, jak przed sterylką. Do siebie dochodziła około tygodnia. Po tym czasie zaczęła zupełnie normalnie biegać, skakać, węszyć, cieszyć się ze spaceru. Nie zrobiła się leniwa ani ospała. Nie przytyła. Lubi drzemać na kanapie, ale z taką samą chęcią przystaje na moją propozycję wyjścia na spacer. Jest wrażliwa, delikatna i ostrożna, ale nie apatyczna. Nadal wykazuje reaktywność w obecności kotów i zdecydowanie odgryza się psom, które naruszą jej przestrzeń osobistą. Wcale nie stała się bardziej towarzyska, niż była do tej pory. Wieczorami dostaje "kręćka", leci do kuchni i wydziera się na całe gardło, żeby jej coś dać do jedzenia. Ogólne jej zachowanie ani się nie polepszyło, a ni nie pogorszyło. Nie utraciłyśmy żadnych nabytych wcześniej umiejętności w zakresie szkolenia. Już kilka dni po ćwiczyłyśmy sztuczki, obi, kształtowałyśmy.

Wydaje mi się, że Azra nie czuje się szczególnie pokrzywdzona z powodu utraty macicy. Przedtem myślałam, że patrząc na wysterylizowaną Azrę i jej zachowanie będę już zawsze myśleć kategoriami "przed" i "po". Nic podobnego. Jak tylko pozbyłyśmy się gustownego wdzianka i szwów, obie zapomniałyśmy o całej sprawie. Za każdym razem, kiedy przypomina mi się, że mój pies został wysterylizowany, jest to dla mnie małym zaskoczeniem, bo zupełnie nie odczuwam różnicy. Azra chyba też i z tego się cieszę.

Jeśli chodzi o ranę pooperacyjną - pięknie się zagoiła, a ogolone miejsce zarosło ponownie sierścią. Po cięciu nie ma śladu. Nie miałyśmy żadnych powikłań pooperacyjnych ani żadnych problemów np. z nietrzymaniem moczu. Kilka godzin po zabiegu Azra podeszła do drzwi balkonowych i poprosiła o wypuszczenie na zewnątrz, po czym spokojnie załatwiła się na trawie.

Co prawda Azrze znacznie poprawił się od jakiegoś czasu apetyt, ale nie sądzę, by miało to związek z zabiegiem. Nad motywacją pokarmową pracujemy od zawsze i myślę, że ten wysiłek w końcu zaczyna przynosić efekty. :)
*   *   *

A jak Wasi pupile zareagowali na sterylizację/kastrację? Też szybko doszli do siebie, czy może borykaliście się z powikłaniami? Opowiedzcie!

25 komentarzy:

  1. Nasza Tija została wysterylizowana zaraz jak tylko skończyła 6 miesięcy. Chcieliśmy uniknąć pierwszej cieczki. Udało się! Zabieg przebiegł pomyślnie, szybko doszła do siebie. Trzy dni temu minął rok od zabiegu - nie zmieniło się zupełnie nic! Nadal jest szalona, chętna do zabawy, nie tyje, apetyt ma taki jak przed zabiegiem. Nawet śladu nie widać po sterylizacji, bo tak wszystko jest ładnie zrośnięte. Polecam wszystkim!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super, że u Was też tak gładko poszło. Niestety znam osoby, których psy źle zareagowały na podanie narkozy :/

      Azry sterylka przeciągnęła się trochę w czasie, bo u nas w mieście są kosmiczne ceny i planowałyśmy wykonać zabieg w moim rodzinnym mieście, gdzie jest taniej, a mamy zaufanego weterynarza. Jak na złość wtedy kiedy miałyśmy jechać do tego miasta Azra była tuż przed następną cieczką, więc trzeba było odczekać pół roku, a potem też jakoś terminy nam nie pasowały... W końcu we wrześniu się udało. :)

      Usuń
  2. Ja jestem za sterylizacją, w końcu nie jeden szczeniak jest w schronisku przez nieodpowiedzialnych ludzi :/
    Pozdrawiam
    bibiblogdog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, sterylizacja i kastracja psów i kotów w dużej mierze przyczynia się do zmniejszenia problemu bezdomności.

      Usuń
  3. Witam. Ja jestem za sterylizacją psów, swojego wykastrowałam w sierpniu. Przestał znaczyć teren mieszkania (zaczął po śmierci męża). Jest taki sam jak był, może bardziej przytulaśny i nareszcie mam spokój od Pań próbujących Go umówić ze swoją sunią na pokrycie (nigdy nie był dopuszczany do suni - 5 letni pies). Jest, to piękny, pies w typie yorka - bez papierów..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie mam doświadczenia z samcami i kastracją, więc nie wypowiem się w tej kwestii, ale słyszałam, że właśnie przestają znaczyć teren i robią się po prostu mniej "męskie". ;)

      Usuń
  4. U moich suk kastracja nie przyniosła żadnych powikłań. Gi już tego samego dnia po zabiegu chciała brykać, a Tosia dużo gorzej wracała do siebie, ale wydaje mi się, że ona generalnie jest bardzo wrażliwym pieskiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że dzięki takim relacjom, jak Twoja nieprzekonane osoby zdecydują się na sterylizację. :)

      Usuń
  5. Jestem absolutnie przerażona. Jak można znać problem bezdomności i jednocześnie tak bardzo zarzekać się, że sterylizacja jest zła? Obecnie w PL mamy MILION bezdomnych zwierząt. Wiele z nich znika w tajemniczych okolicznościach i zwyczajnie umiera w schroniskach.

    Ja wysterylizowałam Cleo 3 miesiące po pierwszej cieczce. Nie widzę u niej żadnych skutków ubocznych. Jest normalnym, energicznym psem. Nie ma nadwagi ale to jest wynik dużej aktywności fizycznej i tego, że ogólnie jest niejadkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha zapomniałam dodać, że czasami przez sen woła swoje nienarodzone szczenięta ;) ;) ;)

      Usuń
    2. Najgorsi są egoiści, którzy celowo doprowadzają swoją sukę do zajścia w ciążę, bo chcą sobie sami wyhodować szczeniaczki i się nimi cieszyć. Potem zostawią sobie jednego (albo i nie), a z resztą nie wiadomo co się dzieje.

      Usuń
    3. Jeśli jeszcze nie czytałaś to zapraszam na mój najnowszy post "adopcja to za mało". Wielu rzeczy w nim nie zawarłam bo najzwyczajniej o nich nie wiem a myślę, że i tak może być dla wielu osób jak uderzenie obuchem w łeb.

      Usuń
  6. Ja w domu mam same psy, więc nie mam problemu z cieczkami, ale Niko i tak jajek został pozbawiony. Po pierwsze gdy sunia sąsiadów miała ruję, Nik bardzo atakował Nera. Terenu jakoś mocno nie znaczył, ale jajka ma ucięte. I co? I nic! Pies jest taki sam jak przed zabiegiem, biega, skacze, szaleje, jego waga się nie zmieniła. Jedyne co się zmieniło (na plus) to teraz tworzą z Nerem zgrany duet. Bawią się, jedzą z jednej miski, miłość normalnie (nie zapeszajmy)
    Nero do grona bezjajecznych dołączy, gdy jego stan zdrowia się unormuje.
    Argumenty typu "pieskowi jest smutno" są nie na miejscu, ponieważ pies nie raczej nie zwraca uwagi na to jak wygląda. (raczej bo znam przypadki, kiedy tak jest)
    Sterylizacja to nic strasznego. Psy nie interesują się tym czy mają pewną część ciała, czy też nie!
    Pozdrawiam
    http://psiolubni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie jest czytać, że inne psy też tak dobrze znoszą kastrację. Oby Nero równie szybko doszedł do siebie. :)

      Usuń
  7. Moja została wysterylizowana.Tak naprawdę nie mieliśmy wyboru, bo to był warunek wzięcia jej ze schroniska. Uważam sterylke za naprawdę dobrą rzecz. W dodatku zapobiega niektórym chorobom, na które Nutka prawie się rozchorowała,a są śmiertelne lub bardzo poważne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - w końcu jak się nie ma danego narządu, to się na niego nie zachoruje. ;) Gratuluję świadomego podejścia!

      Usuń
  8. Osobiście wyznaję zasadę, że psy niehodowlane się sterylizuje - po prostu. Zwłaszcza suki, w przypadku których zdecydowanie jest to działanie korzystne dla zdrowia. W przypadku psów rzecz nie jest już taka oczywista, ale też - nie ma co się oszukiwać - dobrze ustawiony pies z jajami jest mniej problematyczny życiowo niż dobrze ustawiona suka z macicą.
    Nie ukrywam, chciałabym w końcu wysterylizować Tytanię, a sytuacja samiec w gimnazjum + cieczkująca suka działa mi na nerwy. Mam nadzieję, że podczas kolejnej próby nie odbiję się od problemów z narkozą, bo wtedy chyba będę musiała ciachnąć synusia (a to jednak całkiem cenny materiał hodowlany jest...).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie zgadzam. Jak nie wyjdzie z Tytanią to wcale nie będziesz musiała "ciachnąć synusia". Rozmawiałyśmy już na temat potencjalnych dzieci tej dwójki i aż żal byłoby nie spróbować! Jak to leciało? (Bez)mózg Tytanii i wygląd matki Gambita...? :P

      Usuń
  9. Terror bardzo szybko doszedł do siebie po zabiegu. Już kilka godzin później hasał jak zwykle :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ru w ogóle nie odczuła efektów. Już tego samego dnia śmigała, a kilka dni później uwaliła się błotem na spacerze tak, że kubrak przemoknął :) Akurat u suk jestem za bezwzględną kastracją, o ile nie są przeznaczone do hodowli. Baloo bym nie kastrowała, gdyby nie umowa z hodowcą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejna szczęśliwie zakończona sterylizacja! Czyżby osoby, które nie chcą poddać temu zabiegowi swojego psa(nieprzeznaczonego do hodowli), miały jeszcze jakieś wymówki? ;)

      Usuń
  11. A ja jestem zachwycona podejściem schroniska/fundacji, że wydali już wysterylizowanego psa. Gdyby było inaczej, ta Pani raczej nigdy nie zdecydowałaby się na ten zabieg. A tak to "po ptokach" i szczeniaków nie ma.

    Ja sukę wysterylizowałam, bo miałam napalonego samca i drugiego w drodze, także to było jedyne rozsądne wyjście. Ale nie jestem za kastrowaniem wszystkiego co się rusza. Jeśli ktoś ogarnia cieczkująca sukę to nie ma problemu. Jednak obawiałabym się, aby nie przegapić objawów ropo, które bardzo często się zdarza... :( Moje oboje oba samce biegają (jeszcze) z jajkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja uważam, że jeśli nie zakłada się hodowli to powinno się kastrować "wszystko co się rusza". "Pełnojajeczny" pies ma swoje potrzeby i jeśli nie może ich zaspokoić to najczęściej powoduje to frustrację, która przeradza się w inne problemy. Oczywiście nie musi tak być, ale ja w trosce o komfort psychiczny zwierzęcia poddałabym zabiegowi kastracji/sterylizacji każdego swojego zwierzaka.

      Usuń

Z pewnością masz coś do powiedzenia - komentuj śmiało :) Każdy komentarz to +10 do motywacji!